poniedziałek, 29 maja 2017

Slutty & The Beast - Rozdział 61

 Ten rozdział w całości dedykuję mojemu Kochanemu Wiczurkowi, który nie tylko go zbetował, ale podzielił się ze mną swoim pomysłem na ten słodki seks - nie seks.

Niech to będzie mały prezent z okazji Wilczych Imienin oraz wyraz wdzięczności autorki tegoż opowiadania wobec ów pieseła ;)

Zapraszam!

***


Niesamowicie skrępowany Sora siedział na łóżku i szeroko otwartymi oczami wpatrywał się w parę nieznajomych, stojących niedaleko.

Kobieta był niską, drobną blondynką o zielonych oczach. Z kolei mężczyzna stojący obok niej miał znajome rysy twarzy, kruczoczarne włosy, delikatnie przyprószone siwizną, oraz intensywnie niebieskie oczy, które spoglądały na niego chłodno, znad okularów osadzonych na jego nosie. Był to wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna w garniturze.

- Dzień Dobry. - odezwała się powoli kobieta - Czy mógłbyś nam powiedzieć, gdzie jest Nasz syn?

Sora otworzył usta, jednak nie był w stanie wydobyć z siebie głosu.

- Kochanie, daj mu się ubrać. - odezwał się mężczyzna do żony - Zaczekamy na Ciebie w kuchni, młody człowieku. - zwrócił się do Sory, po czym obydwoje opuścili sypialnię, zostawiając Sorę samego.

Sora czuł jak ze zdenerwowania zaczynają mu się pocić ręce. Najchętniej zamknąłby się w sypialni i czekał, aż Naoki wróci do domu. Wiedział jednak, że musi stawić temu czoła. Przełknął głośno ślinę i wstał z łóżka. Ściągnął z siebie piżamę i powoli ubrał się bokserki, krótkie spodenki i koszulkę z krótkim rękawem. Wziął głęboki wdech i wyszedł z sypialni.

Rodzice Naokiego siedzieli przy stole w kuchni popijając kawę. Widać było, że u syna w mieszkaniu czują się jak w swoim własnym domu.

- Usiądź, proszę. - odezwała się matka Naokiego, gdy tylko ujrzała chłopaka.

Sora niepewnie podszedł do stołu i usiadł na krześle naprzeciwko pary. Ze zdenerwowania zrobiło mu się niedobrze. Pod stołem nerwowo miętosił spód koszulki w spoconych dłoniach. Wzrok utkwił w blacie.

- Zatem. - zaczęła powoli kobieta - Może powiesz nam kim jesteś?
- Um... Mam na imię Sora i... jestem k..kolegą Naokiego.

Matka Naokiego zmierzyła Sorę czujnym wzrokiem.

- Od kiedy koledzy mojego syna śpią w jego łóżku? - syknęła groźnie.
- Ja... um... to znaczy - Sora zaczął się jąkać. - Ja... mam dość s..skomplikowaną sytuację.. ro..rodzinną i N..Naoki był tak miły, że... że pozwolił mi się tu na jakiś czas zatrzymać...
- Skąd znasz Naokiego? - spytał spokojnie mężczyzna.
-Ch..chodzimy razem do szkoły. - Do klasy?
- N..Nie... jestem r..rok młodszy...

Zapanowała ciężka do zniesienia cisza.

- Co mu dajesz w zamian za dach nad głową? - wypaliła matka po chwili milczenia.

Sora milczał. Czuł, że zbiera mu się na płacz. Nie bardzo wiedział jak wybrnąć z tej niezręcznej sytuacji.

- Więc, jak długo zamierzasz żerować na moim synu? - matka Naokiego atakowała bezlitośnie.

W tym momencie drzwi do mieszkania się otworzyły i do apartamentu wszedł Naoki. Yukiego z nim nie było. Był już w połowie drogi po chłopczyka, kiedy zadzwoniła mama Shingo i poprosiła by maluch mógł zostać z nimi do wieczora, bo chłopcy są bardzo grzeczni i świetnie się razem bawią.

Naoki ściągnął buty i wszedł w głąb mieszkania. Dopiero teraz rozejrzał się po apartamencie. W końcu jego wzrok zatrzymał się na stole kuchennym, przy którym siedzieli jego rodzice.

- Mama? Tata? Co wy tu... - w tym momencie Naoki zobaczył Sorę, który siedział skulony przy stole i drżał na całym ciele.

Błyskawicznie podszedł do chłopaka i zupełnie nie zwracając uwagi na rodziców złapał go za ramiona i podnosząc z krzesła mocno przytulił go do siebie. 

 - Słoneczko, co się dzieje? - wyszeptał z niepokojem.
- N..Nic.. - wyjąkał Sora.
- Naoki czy mógłbyś nam wyjaśnić co tu się wyprawia? - przerwała im matka, zniecierpliwionym tonem - Bo Twój ,,kolega" raczej nie należy do rozmownych.
- Kolega? - zdziwił się Naoki i spojrzał na Sore, który pochylił głowę z zawstydzeniem.
- Tak nam powiedział. - odpowiedział mu ojciec spokojnie.

Zabolało. Naoki poczuł skurcz w sercu. Wziął jednak głęboki wdech i spojrzał odważnie na rodziców.

- Mamo, tato. Sora nie jest moim kolegą - powiedział poważnie - Sora jest moim chłopakiem.

Sora zacisnął oczy spodziewając się całej lawiny wyzwisk i obelg. Jednak nic takiego się nie stało.

- Ech.... Który to już raz Naoki? - westchnęła matka ciężko. - Zmieniasz ich jak rękawiczki. Chociaż ostatnio to była dziewczyna. I czemu on jest u Ciebie? - tu wskazała palcem na Sore - Nigdy wcześniej nie sprowadzałeś ich do mieszkania.
- To pierwszy raz mamo. - odpowiedział spokojnie Naoki, wciąż tuląc Sorę w swoich ramionach - Pierwszy raz gdy się zakochałem. Sora ze mną mieszka.
- No i kto go żywi i ubiera? - spytała matka, uśmiechając się ironicznie.
- Jakie to ma znaczenie? - odpowiedział jej Naoki.
- Aha. Jednym słowem, znalazłeś sobie pasożyta. - podsumowała kobieta.
- Ja... ja znajdę pracę... - wyszeptał,ł bardzo skrępowany, Sora.

Matka Naokiego nie zaszczyciła go nawet spojrzeniem. W ogóle odkąd Naoki wszedł do mieszkania, jego matka ignorowała Sorę, jakby go tu w ogóle nie było.

- Panuj nad sobą, mamo. - warknął Naoki, coraz bardziej wyprowadzony z równowagi.
- Widziałeś jego ręce? - spytała matka, odwracając się do ojca i kompletnie olewając ostrzeżenie od syna. Ojciec spokojnie skinął głową. Od początku raczej nie udzielał się w tej dyskusji.
- To jakaś patologia! Jestem lekarzem,znam się na tym. On się okalecza, na pewno ma jakieś problemy psychiczne! Jeszcze się okaże, że jest niebezpieczny! - piszczała ze złością. - I do tego ma bachora! - krzyknęła kobieta, wskazując na zabawki Yukiego porozrzucane po całym salonie.
- Mamo, ostrzegam Cię... - Naoki czuł, jak złość odbiera mu zdolność logicznego myślenia.

Ale kobieta wcale go nie słuchała.

- Podsumowując. - ciągnęła bezlitośnie - Mój syn jest na tle naiwny, by trzymać w domu jakiegoś tnącego się psychopatę, który zapewne daje mu dupy. Do tego ma bachora, który zapewne również na Tobie pasożytuje.
- Dość tego! - wrzasnął Naoki, nie panując już nad sobą - Wynoście się!

Matka słysząc złość w głosie syna, uspokoiła się odrobinę. Podeszła do Naokiego, kompletnie nie zważając na obecność Sory, który wciąż był mocno tulony przez bruneta

- Synku. - powiedziała cicho - Rozumiem, że być może naprawdę coś do niego czujesz, ale spójrz na niego. On jest z Tobą tylko dla Twoich pieniędzy. Stać Cię na kogoś lepszego, przyjrzyj mu się uważnie, toż to czysta patologia, zwykła dziwka, zapewne dałby każdemu, kto przygarnąłby go pod swój dach. Ty jesteś na to za dobry. On zmarnuje Ci życie.

Sora odsunął się delikatnie od Noakiego

- N..Nie p...powinien wam przeszkadzać. - wyszeptał, ledwie powstrzymując łzy.

Już chciał odejść, kiedy Naoki złapał go za rękę zatrzymując go w pół kroku.

- Zostań. Chcę żebyś to usłyszał. - Naoki wziął głęboki oddech, by opanować wkurwienie zalewające jego ciało.

Podniósł wzrok i spojrzał matce prosto w oczy.

- Sora jest najważniejszym człowiekiem w moim życiu. Kocham go do szaleństwa. Tak samo jak Yukiego. I nikomu, powtarzam NIKOMU nie pozwolę mówić o nich w ten sposób. Mamo, tato, proszę Was abyście natychmiast opuścili ten dom. Zawiodłem się na Was. Nigdy nie sądziłem, że moim rodzice są tak beznadziejnym snobami.
- Synku... - zaczęła matka.
- Nie słyszałaś?! WYPIERDALAJ Z NASZEGO DOMU, BO NIE RĘCZĘ ZA SIEBIE!

Matka Naokiego pierwszy raz w życiu widziała w jego oczach taką pogardę i nienawiść. Chwyciła za torebkę i czym prędzej opuściła mieszkanie. Za nią wyszedł bez słowa ojciec Naokiego.

Naoki poszedł za nimi i ze złością przekręcił klucz w zamku. Kiedy wrócił do pokoju, Sora siedział przy stole i bez słowa wpatrywał się w blat.

- Kochanie? - zapytał ostrożnie Naoki.

Sora podniósł głowę

- Tak? - spytał spokojnie, siląc się na uśmiech.
- Przykro mi, że musiałeś to słyszeć. - wyszeptał smutno brunet.

Sora pokręcił głową, wciąż uśmiechając się sztucznie.

- Wszystko w porządku. Nie przejmuj się.

I wstał z krzesła. Czuł, że zbiera mu się na płacz. Chciał uciec, chciał się ukryć. Jak zawsze gdy było mu źle. Naoki wstał za nim i łapiąc go za ramiona, przyciągnął Sorę do siebie i przytulił z całej siły.

- Proszę Cię, przestań udawać. Znam ten nienaturalny uśmiech. Znowu chowasz się do swojej skorupy. Nie rób tego Słoneczko, przecież teraz masz mnie...

Sora wyswobodził się z objęć Naokiego. Stał teraz przed nim z pochyloną głową, nerwowo drapiąc swoje odsłonięte ramię i zagryzając dolną wargę do krwi.

- To było bardzo głupie z mojej strony. - powiedział w końcu cicho, po dłuższej chwili milczenia.
- Co było głupie?
- Pozwalać sobie na zapomnienie, że w rzeczywistości jestem tylko nic nie znaczącym ścierwem. Zachłysnąłem się tym szczęściem, łudząc się, że też mam do niego prawo. - Paznokcie jego palców coraz mocniej drapały skórę na jego ramieniu. - Twoja matka ma rację Nao. Stać Cię na kogoś lepszego niż ja, więc dajmy sobie spokój i po prostu się rozstańmy.
- Naprawdę tak uważasz? - spytał Naoki z bólem w sercu. - To dlatego powiedziałeś im, że jesteś tylko moim kolegą? To aż taki wstyd? Być ze mną w związku?
- Tak. To jest wstyd, ale dla Ciebie. - gdy Sora mówił, jego głos drżał lekko, lecz jego ton był spokojny i opanowany - Nie jestem Ciebie wart Nao.

Naoki spojrzał na ukochanego. Przez moment czuł się bardzo zagubiony, jednak to uczucie było jak deja vu. Nagle do bruneta powróciły wspomnienia. Jego umysł zalała fala obrazów tych wszystkich zdarzeń, które miały miejsce jeszcze nie tak dawno temu. I w tym momencie Naoki zrozumiał, co musi zrobić.

- Nie. - powiedział stanowczo- Nie zgadzam się Sora. Nie pozwolę byś znowu ode mnie uciekał. Za długo walczyliśmy o to, by być razem. Za wiele łez nas to kosztowało. Za bardzo Cię kocham, żeby Cię z tym wszystkim zostawić. Nie obchodzi mnie co moi rodzice mają do powiedzenia na ten temat. Żadna siła na tym świecie nie jest w stanie oddalić mnie od Ciebie.
- A co jeśli oni przestaną dawać Ci pieniądze?
- To pójdę do pracy.
- A jeśli zabiorą Ci to mieszkanie?
- To pójdziemy gdzie indziej. Sora, cokolwiek się stanie, póki mam Ciebie, dam radę pokonać każdą przeszkodę.

Z każdą chwilą, rany na ramieniu Sory powodowane przez jego paznokcie stawały się coraz głębsze. Naoki zbliżył się do chłopaka i łapiąc go za rękę, przyciągnął ją do swojego torsu.

- Jeśli już musisz coś drapać, to drap tutaj. - powiedział spokojnie. - Jeśli ranisz mojego ukochanego, ranisz również mnie.

Sora spojrzał na niego zaskoczony i zabrał rękę, przestał jednak się drapać.

- Musisz mi odpowiedzieć tylko na jedno pytanie. Dobrze zastanów się nad odpowiedzią, bo to od niej będzie zależeć to co stanie się dalej. - mówił dalej Naoki. - Kochasz mnie, Sora?
- Nie muszę się zastanawiać. - powiedział cicho chłopak - Bardzo Cię kocham Nao.
- I to jest dla mnie najważniejsze. - powiedział Naoki uśmiechając się lekko, po czym wyciągnął ręce przed siebie, otwierając ramiona przed Sorą - Chodź tu do mnie Kochanie, przecież obiecałem Ci, że nigdy więcej nie pozwolę Ci się bać.

Sora był pewny, że słowa matki sprawią, iż Naoki zmieni zdanie i go zostawi. Gdy tak się nie stało, chłopak poczuł ogromną ulgę. Wpadł w objęcia ukochanego i rozpłakał się żałośnie. Naoki bez słowa tulił Sore, głaszcząc go po włosach.

- Nie płacz Kochanie. Jestem Twój i nic tego nie zmieni. Nie pozwolę nikomu Cię skrzywdzić. Tylko nie uciekaj ode mnie. Uwierz w to, że jesteś dla mnie najważniejszy. Zawsze Cię obronię. - szeptał, drżącym głosem, do ucha ukochanego.
- Nie boisz się, że jestem z Tobą tylko dla Twoich pieniędzy? - wyjąkał Sora przez łzy, wtulając się w pierś Naokiego.
- Gdyby tak było, już dawno pozwoliłbyś mi być z Tobą. Gdyby tak było, nie musiałbym się o Ciebie starać. Ufam Ci Słoneczko. Wiem, że jesteś zbyt dobry na coś takiego.
- A co z Twoimi rodzicami? - zapytał Sora niepewnie.
- Ech.... - Naoki westchnął ciężko - To nie są źli ludzie. Po prostu nic o Tobie nie wiedzą. Jak trochę ochłoną, pogadam z nimi.
- Oni się o Ciebie zwyczajnie martwią Nao.
- Wiem o tym Kochanie. Moja matka zawsze była nieco narwana, ale to dobra kobieta. Jestem pewny, że gdy poznają Cię bliżej, od razu Cię pokochają.
- No nie wiem... - mruknął Sora z powątpiewaniem.
- Ale ja wiem. Wszystko się ułoży, zobaczysz. - powiedział Naoki i pochylił się w stronę chłopaka, po czym złożył na jego ustach pocałunek pełen miłości. - Kurwa, znowu mam ochotę na Twój boski tyłeczek...
- Ale Yuki.. - wyjąkał Sora i dopiero w tym momencie zdał sobie sprawę z tego, że gdy Naoki wrócił do domu, nie było z nim chłopca.

Naoki uśmiechnął się łobuzersko
- Kochanie mamy dom dla siebie do wieczora. Dzwoniła mama Shingo i poprosiła, by Yuki mógł u nich jeszcze zostać, a ja się zgodziłem.

Słysząc to, Sora cały się zarumienił. Jednak przez to, że dzień wcześniej zdobył się na odwagę i wyszedł z inicjatywą, zrozumiał, że Naoki pomimo swojego temperamentu również potrzebuje czuć się kochany i nie tylko całować, ale również być całowanym.
Kiedy sobie o tym przypominał, od razu poczuł się pewniej. Wspiął się na palce i łapiąc go za koszulkę, wpił się pożądliwie w usta ukochanego.

- Jedyne co mogę Ci zaoferować to moje ciało. - powiedział cicho Sora, gdy oderwali się od siebie na chwilę.
- Nie, Kochanie. To co mi dajesz codziennie, to coś znacznie więcej. Uwielbiam w Tobie wszystko. Każdą najmniejsza cząstkę, która sprawia że Ty, to Ty.

Naoki pochylił się w stronę Sory i spojrzał głęboko w jego oczy.

- Jesteś tak wyjątkowy jak różnobarwne tęczówki twych niezwykłych oczu.

Leciutko potarł nosem o jego nos.

- Kocham ten mały nosek, który tak słodko marszczysz, gdy usiłujesz powstrzymać się od płaczu.

Pogładził opuszkiem kciuka policzek

- Jesteś uroczy gdy rumienisz się za każdym razem, gdy czujesz się zakłopotany.

Musnął wargami jego usta.

- Uwielbiam gdy szepczesz moje imię. A gdy się śmiejesz, słyszę jakby miliony małych dzwoneczków rozdzwoniło się naraz. Twój śmiech zawsze poprawia mi humor.

Delikatnie ugryzł skórę na szyi.

- Kocham to jaki jesteś nieśmiały...

Ściągnął mu koszulkę i dotknął palcami jeden z sutków

-... delikatny...

Kleknął przed nim i wsunął koniuszek języka do jego pępka

- i czarujący.

Ściągnął Sorze spodnie wraz z bokserkami i zaczął całować jego podbrzusze

- Ale przy tym wszystkim jesteś uparty i odważny. Jesteś gotowy walczyć za każdym razem, gdy Yukiemu dzieje się krzywda.

Wstał z kolan i wziął Sore na ręce, po niczym zaniósł go na kanapę i ułożył na niej wygodnie.

- Ale przede wszystkim jesteś dobry. Masz wspaniałe, dobre serduszko.

Sora leżał na kanapie nagi i wpatrywał się w ukochanego. Był niesamowicie zawstydzony, co od razu odbiło się szkarłatem na jego policzkach. Czuł jak podniecenie ogarnia jego ciało.

Naoki odszedł na chwilę i wszedł do sypialni. Gdy wrócił do Sory, trzymał w rękach jego wczorajszą zabawkę. Ogon. Klęknął na nim okrakiem i zaczął łaskotać jego skórę koniuszkiem futrzanego ogona. Powoli wręcz leniwie przejechał po szyi, zahaczając o obojczyki, poprzez tors - drażniąc po kolei jeden i drugi sutek, brzuch - miziając pępek, podbrzusze, aż do krocza, gdzie zaczął łaskotać stojącego już od dłuższej chwili penisa Sory. Chłopak jęknął cicho, ruchy Naokiego były tak nieznośnie powolne.

- Nao... Dotknij mnie... - poprosił.
- Cierpliwości, Kochanie. - wymruczał Naoki, nie przestając jeździć końcem ogona po skórze Sory. - Nao... Błagam Cię... - jęczał Sora.

Naoki uśmiechnął się lubieżnie i odłożył zabawkę. Następnie pochylił się nad Sorą i ugryzł go w płatek ucha. Zjechał językiem w dół, wodząc koniuszkiem po skórze jego szyi i obojczyków. Po czym chwycił ustami jeden z sutków i zassał subtelnie.

Sora jęknął przeciągle. Z każdą chwilą coraz bardziej pragnął Naokiego. Jedną dłonią brunet zaczął pieścić lewy sutek chłopaka, chwytając go w dwa palce i szczypiąc delikatnie. Drugim sutkiem zajął się język bruneta, który trącał koniuszkiem sterczącą, różową brodawkę chłopaka. Natomiast druga ręka znalazła się na penisie Sory, głaszcząc powoli jego główkę.

Zmysł dotyku Sory szalał. Jego wrażliwe ciało wiło się w ekstazie, a subtelność z jaką obchodził się z nim Naoki, doprowadzała go do szału. Wyciągnął ręce przed siebie i zaczął dobierać się do spodni bruneta. Naoki powstrzymał go, odsuwając dłonie chłopaka od swojego rozporka.

- Nie dzisiaj, Słoneczko. Chcę, żebyś teraz nic nie robił. Po prostu czuj. - wymruczał.

I Naoki powrócił do przerwanych pieszczot z tym, że palce ściskające lewy sutek Sory zacisnęły się na nim, wykręcając go delikatnie. Natomiast jego usta ssały intensywnie drugi z sutków. Sora dyszał coraz głośniej. Rozkosz zalewała jego ciało nową falą doznań. Było mu tak cholernie dobrze.

Naoki spojrzał na ukochanego, którego oczy było zamglone i niewyraźne. Z lekko uchylonych ust raz po raz wydobywały się seksowne westchnienia i jęki, które z każdą chwilą stawały się coraz głośniejsze. Od tego widoku brunetowi zakręciło się w głowie. Pragnął go. Kurwa, jak on go pragnął. Jednak powstrzymywał się ze wszystkich sił. W tej chwili Naoki chciał skupić się na Sorze i podarować mu prawdziwą przyjemność, pochodzącą jedynie z czułych gestów, pełnych miłości.

- Nao zerżnij mnie, błagam! - jęczał Sora, wijąc się pod kochankiem.
- Nie, Słoneczko. Nie chcę Cię po prostu przelecieć. Chcę żebyś czuł, jak bardzo Cię uwielbiam... - odpowiedział mu Naoki z uśmiechem.

I kiedy Sora czuł, że jest mu już naprawdę niesamowicie, kiedy jego mięśnie zaczęły się kurczyć w ekstazie, a jego jęki zamieniać się w krzyki, Naoki przestał go lizać, ssać, pieścić. Zabrał rękę z jego penisa, sutka i odsunął usta od drugiej brodawki.

Sora jęknął zawiedziony, a wtedy Naoki wyciągnął ręce i zaczął wodzić opuszkami palców po jego skórze. Dotyk dłoni ukochanego był niezwykle subtelny, ledwie wyczuwalny, a Sora i tak miał wrażenie, że pali go on żywym ogniem. Opuszki delikatnie dotykały szyi i skóry na obojczykach, jeździły bardzo blisko sutków, nie dotykając ich jednak, czule przejechały po brzuchu, zatrzymując się na podbrzuszu i nie dotykając penisa, błądziły u jego podstawy. Sora miał wrażenie jakby każdy z ruchów wykonywanych przez bruneta sprawiał, że jego ciało rozpływało się z rozkoszy. Chłopak drżał subtelnie, niemal słysząc jak spod opuszków placów kochanka wydobywają się cichutkie szepty "Kocham Cię. Uwielbiam Cię. Należysz do mnie. Jesteś mój. Tylko mój".

Nagle ciało Sory wygięło się w łuk i chłopak doszedł, wyjąć przeciągle. Jego nasienie wylądowało na koszulce zaskoczonego Naokiego.

- Sora... - wyszeptał zszokowany - Czy Ty właśnie doszedłeś od mojego dotyku?

Zawstydzony chłopak zasłonił twarz rękoma i nieznacznie skinął głową.
Naoki uśmiechnął się szeroko. Był tak bardzo szczęśliwy. Udało mu się. Co prawda, brunet nie spodziewał się, że swoim dotykiem doprowadzi Sorę do orgazmu, chciał jedynie sprawić mu przyjemność. Jednak efekt przyjemnie go zaskoczył, pokazując jak bardzo wrażliwym i podatnym na jego dotyk chłopakiem jest Sora.

Pochylił się nad ukochanym i odsłonił jego twarz.

- Nie wstydź się, Kochanie. - wyszeptał z czułością - Bardzo się cieszę, że aż tak na Ciebie działam.

Sora popatrzył na niego i zmrużył oczy uwodzicielsko. Pomimo orgazmu, nadal go pragnął.

- Przeleć mnie, Nao, - wyszeptał z pożądaniem.
- Sora, chciałem, żebyś dzisiaj liczył się tylko Ty. - opierał się Naoki, resztkami silnej woli.

Wtedy Sora zarzucił mu ręce na szyję, otoczył nogami jego uda i wystawiając koniuszek języka polizał ukochanego po nosie.

- Miau... - wymruczał seksownie.

Tylko tyle wystarczyło by Naoki stracił kontrolę. Podniósł rękę i wsunął palce do uchylonych ust Sory, który szybko je nawilżył. Dysząc ze zniecierpliwienia, Naoki usiadł między udami chłopka i wsadził w niego od razu dwa palce. Kiedy uznał, że dziurka Sory jest już odpowiednio rozciągnięta, rozpiął rozporek w spodniach i zsunął je wraz z majtkami do połowy tyłka, po czym położył się pomiędzy udami chłopaka, który ponownie objął jego uda swoimi nogami, a ręce znowu zarzucił mu na szyję.

Kochali się długo i namiętnie. Ich jęki i westchnienia wypełniały całe mieszkanie, odbijając się echem od ścian.

W tym dniu Naoki udowodnił Sorze, jak bardzo go kocha. Nie tylko niesamowitym dotykiem, nie chodziło też o niecierpliwy, pełen pożądania seks. Chodziło o to, że po raz pierwszy w życiu,ktoś nie zgodził się by go obrażano i mieszano z błotem. Po raz pierwszy w życiu Sora poczuł się kochany. I po raz pierwszy tak bardzo kochał. Wszystkie pierwsze razy Sory, należały do Naokiego, a świadomość tego wypełniała jego serce radością.

Od tego dnia Sora zaczął powoli się otwierać. Nadal był nieśmiały i niepewny siebie, a jednak znacznie częściej sam obdarzał Naokiego pocałunkami i przytulał się do niego, kiedy miał na to ochotę, lub gdy wyczuwał, że Naoki tego pragnie lub potrzebuje. Powoli wszystko zaczynało się układać.

villemo

4 komentarze:

  1. Wybacz, że dopiero teraz skomentuję!~
    Brak zbytniego czasu wcześniej mi na to nie pozwalał. Wybacz mi!
    Jejku to było tak piękne, że każdego dnia powracam do czytania jednego fragmentu "- Sora... - wyszeptał zszokowany - Czy Ty właśnie doszedłeś od mojego dotyku?" Zabiłaś mnie tym w pozytywnym znaczeniu, naprawdę!
    Tak bardzo nie potrafię się doczekać kontynuacji. Niech następny rozdział pojawi się szybko, proszę!
    PS: Wcześniej napisałam ci, że byłam na pogotowiu - nie martw się :D Z moją nogą wszystko w porządku. To tylko skręcenie stawu skokowego. Poboli i przestanie. Dziękuję za troskę! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż pomysł tego orgazmu nie był mój. Wilku moja wspaniała napisała do mnie, że marzy jej się taka scena, w którym Sora dochodzi od samego dotyku Nao no i mnie natchnęła 😁 cieszę się, że się podobało. Mam nadzieję, że noga jedna długo B imgrc nie będzie. Trzymaj się!

      Usuń