sobota, 6 maja 2017

Slutty & The Beast - Rozdział 46

Sensei! Z okazji urodzin życzę Ci dużo wyobraźni, weny, seksów (oczywiście homo) i w ogóle wszystkiego co jest NAJ!

*** 

 Tradycyjnie dziękuję Wilkowi za betę. 

***

Po mieszkaniu rozniósł się huk tłuczonego szkła. Sora nie był pewny czy to pękł upuszczony przez niego talerz, czy też właśnie jego serce roztrzaskało się na miliony drobnych kawałeczków. W głowie wciąż dźwięczały mu słowa Naokiego.

- My...myślę, że się zakochałem.

Teraz Sora stał i patrzył przed siebie niewidzącym wzrokiem. Zapanowała ciężka do zniesienia cisza. Po chwili chłopak jakby ocknął się z letargu. Kucnął nad kawałkami szkła i zaczął je powoli zbierać. Naoki stał nad nim i drżąc na całym ciele, czekał na odpowiedź Sory.



- T..To... Super. - wyjąkał w końcu chłopak, pochylając nisko głowę, aby ukryć przed Naokim zdradzieckie łzy cisnące mu się do oczu - To, wiesz... Ehm... Ile możesz dać mi czasu?
- Co? - spytał niebieskooki nie rozumiejąc pytania Sory.
- Ile możesz dać mi czasu? - powtórzył pytanie siedemnastolatek, nie przerywając zbierania szkła z podłogi.
- Ale na co?
- No... wiesz, muszę znaleźć pracę... i jakiś kąt dla siebie i Yukiego, więc pytam ile jeszcze możemy tu zostać? - wyjaśnił Sora łamiącym się głosem.
- Chcesz się wyprowadzić?! Dlaczego?! - Naoki nic z tego nie rozumiał.
- Czy to nie oczywiste? Zakochałeś się, nie możemy ciągnąć naszego układu dalej. Jak Ty to sobie wyobrażasz? Chcesz mieć dziwkę na boku, kochając kogoś innego? - Sora czuł, że nie jest w stanie dłużej nad sobą panować. Po policzkach zaczęły płynąć mu łzy.
Chwilę temu Naoki się z nim zabawiał, a teraz?

Co to miało być? Pożegnanie?

Myślał zrozpaczony chłopak.
Kiedy Naoki zobaczył łzy na twarzy Sory, szybko do niego podszedł. Chwycił go za ramiona i podciągnął do góry. Zmusił chłopaka by spojrzał mu w oczy.

- Przepraszam. Chyba nie wyraziłem się dość jasno. - wyszeptał – Ja...
- Wyraziłeś się jasno. Zakochałeś się, zrozumiałem. - przerwał mu Sora wyrywając się z jego objęć – Niestety, nie jestem w stanie wyprowadzić się od razu... Oczywiście to twój dom i jeśli zechcesz możesz nas w każdej chwili wyrzucić... Proszę Cię jednak, abyś ze względu na Yukiego, dał mi trochę czasu i pozwolił nam tu jeszcze trochę zostać... Postaram się wynieść jak najszybciej...
- Sora, do cholery, daj mi coś powiedzieć! - wrzasnął Naoki nie mogąc dłużej wytrzymać.

Sora stał na środku kuchni. Zacisnął zęby z całej siły i czekał z pochyloną głową. Paznokcie boleśnie wbijały się w jego zaciśnięte w pięści dłonie, nic jednak nie mogło równać się z bólem, jaki chłopak odczuwał w tej chwili w swojej duszy. Naoki odchrząknął ponieważ poczuł niezwykłą suchość w gardle.

- Jak już mówiłem, źle się wyraziłem. Pozwól, że to naprawię. - podszedł powoli do chłopaka i złapał go za ręce. - Spójrz na mnie, Słoneczko. - poprosił cicho.
Sora niechętnie podniósł głowę i spojrzał prosto w niebieskie oczy Naokiego.

- Chciałem powiedzieć, - wyszeptał ciemnowłosy - że zakochałem się... w Tobie...
- Co?! - wrzasnął Sora i wyrwał swoje ręce z uścisku Naokiego - Po co to robisz?! Jaki masz w tym cel?!
- Sora...
- Nie! Dlaczego Ty mi to robisz?! Litość też musi mieć swoje granice!
- L.. litość?
- Tak! Litujesz się nade mną! Myślisz, że to mi w czymkolwiek pomoże?! Po co wszystko utrudniasz?! Ja... Ja mam swoją godność, nawet jeśli nie mam nic, to mam przynajmniej resztki własnej godności! Nawet to chcesz mi zabrać?! - Sora krzyczał na cały dom.
- O czym Ty mówisz do cholery?! - wkurwił się Naoki.
- Słuchaj, jestem Ci wdzięczny, naprawdę nam pomagasz. Dziękuję Ci za to. Ale teraz już przeginasz. Ja znam swoje miejsce. Wiem kim dla ciebie jestem. Robię wszystko, by spełnić twoje oczekiwania...
- Sora! Kurwa mać! Czy Ty musisz być tak kurewsko uparty?! W ogóle nie słuchasz co do Ciebie mówię! - teraz darł się również Naoki.

Sora uśmiechnął się krzywo.

- Jak na kurwę przystało, moja upartość jest kurewska - skomentował kwaśno.
- Przestań! Nie mogę już tego słuchać! Wiecznie sam siebie poniżasz! Tak nie można!
- Nie? Zdaje mi się, że Ty myślisz o mnie dokładnie tak samo...
- Nie myślę!
- Nao, daj spokój, przecież słyszałem co powiedziałeś Akirze...
- No ja pierdolę! Ile razy mam tłumaczyć, że to nie tak?! Usłyszałeś tylko jedno zdanie z naszej jebanej rozmowy i dopisałeś sobie resztę! Jesteś popierdolony! Jak mogłem zakochać się w takim pojebie jak Ty?! - wypalił wkurwiony Naoki za nim zdążył pomyśleć.

Sora popatrzył na niego z bólem w swych niezwykłych oczach.

- Widocznie za dużo razy oberwałem od starego w łeb. - roześmiał się smutno, pukając się pięścią w głowę.
- Nie, Sora, Słoneczko, przepraszam, nie chciałem, ja... - Naoki zaczął się plątać, bo dotarł do niego sens słów, które właśnie wypowiedział do chłopaka.

Sora westchnął ciężko.

- Nao, dajmy już temu spokój, dobrze? - szepnął smutno - Wiem, że nie mógłbyś mnie pokochać. Wiem, to aż za dobrze, więc po prostu już do tego nie wracajmy dobrze?
- Kiedy ja myślałem... - zaczął powoli Naoki.

Sora znowu poczuł przypływ złości.

- Co myślałeś?! Akira Ci coś nagadał, prawda?! - wrzasnął.
- A co Akira ma z tym wszystkim wspólnego?!
- N..Nieważne... - i wtedy Sora przypomniał sobie o Yukim, który bawił się na dywanie.

W panice rozejrzał się po pokoju, ale po jego braciszku nie było ani śladu. Nic poza kilkoma połamanymi kredkami na dywanie.

- Yuki.. Nie... - wyszeptał przerażony

Sora i zaczął biegać po całym domu szukając Yukiego, którego nigdzie nie było widać.

- Yuki?! Yuki wyjdź proszę! Gdzie jesteś, Yuki?! - Sora krzycząc zaglądał dosłownie w każdy kąt.

W końcu dotarł do szafy w pokoju gościnnym. Rozsunął drzwi z rozmachem. Yuki spał na dnie mebla tuląc do siebie swojego ukochanego misia, którego kupił mu Naoki.

- Yuki... - szepnął łagodnie Sora i dotknął chłopca, który poderwał się z głośnym krzykiem.
- Nie bij Sory! Nie bij Sory! - zawodził płacząc.

Chłopak przygarnął brata do siebie i zaczął mocno tulić.

- Ciii, Yuki, nikt mnie nie bije. Jesteśmy tu bezpieczni. – szeptał braciszkowi do ucha.
- Ale słyszałem jak się kłócicie... a zawsze jak są krzyki... to jest bicie....- jąkał się chłopczyk.

Naoki, który stał do tej pory w drzwiach pokoju, wolno podszedł do braci. Kucnął przy Sorze i pogłaskał malca po głowie.

- Nigdy nie skrzywdzę ani Sory, ani Ciebie. - powiedział uśmiechając się łagodnie.
- Obiecujesz? - zapytało niepewnie dziecko wystawiając mały paluszek w jego stronę.

Naoki chwycił go swoim małym palcem.

- Obiecuję. - powiedział. Yuki uśmiechnął się i skinął głową.
- Chodźmy. Mam wrażenie, że naleśniki już zupełnie nam wystygły... - westchnął Sora i wszyscy poszli do kuchni zjeść wreszcie śniadanie.
- Sora... - Naoki chwycił chłopaka za rękę, kiedy Yuki pognał pierwszy do kuchni.
- Nao, skończmy z tym dobrze? Od dzisiaj zacznę szukać pracy i mieszkania. Spłacę cię jak tylko będę miał pieniądze... a do tego czasu... jestem do Twojej dyspozycji kiedy tylko zechcesz. - powiedział Sora spokojnie i ruszył za bratem.

Jednak spokój Sory był jedynie maską. W środku wszystko w nim drgało. Było mu źle. Wiedział już, że musi jak najszybciej opuścić mieszkanie Naokiego, że nie wytrzyma tu dłużej. Tak długo już walczył. O to by niczego nie oczekiwać, nie łudzić się, nie mieć nadziei. O to by trwać z dnia na dzień usiłując po prostu przetrwać.

A on przyszedł i rozpierdolił mój świat. Tak po prostu.

Do końca dnia Sora nie umiał znaleźć sobie miejsca. Unikał Naokiego jak ognia. Bruneta bolało zachowanie chłopaka. Nie wiedział co powinien zrobić, jak postąpić, a przede wszystkim jak przekonać siedemnastolatka do prawdziwości swoich uczuć.

Był już późny wieczór, kiedy Yuki wreszcie zasnął po kąpieli, którą odbył z bratem i lekkiej kolacji. Sora leżał przy nim na łóżku i czuł, że za chwilę weźmie przykład z chłopca, bo powieki ciążyły mu niemiłosiernie. Już niemal udało mu się zasnąć, kiedy usłyszał delikatne pukanie do drzwi. Do pokoju wszedł Naoki

- Czekam w sypialni - oświadczył beznamiętnie i wyszedł z pomieszczenia.

Sora wstał z łóżka i poszedł za Naokim do sypialni. Kiedy wszedł do pokoju Naoki usiadł na brzegu łóżka plecami do chłopaka. Milczeli dłuższą chwilę.

- M..mam się rozebrać? - spytał nieśmiało Sora.
- Nie. - Naoki w dalszym ciągu nie odwrócił się w stronę chłopaka.

Sora czekał. Z każdą chwilą czuł się co raz bardziej zdenerwowany.

- Sora, chciałbym zakończyć nasz układ. - powiedział Naoki spokojnie.
- C... czemu?!
- Bo to przez niego to wszystko. Wiem, że to jak widzisz siebie, mnie i ... nas jest moją winą. Nie mogę już w tym dłużej trwać. Oczywiście możesz tu zostać z Yukim tak długo jak zechcesz. Nie chcę od ciebie żadnych pieniędzy ani nic w zamian.
- Ale...
- Nie. Nie przyjmę niczego. Możesz to uznać za litość, wyrzuty sumienia, czy co tam chcesz.
- Nie chcesz mnie już? - wyszeptał Sora, drżąc na całym ciele.
- Chcę, nawet nie masz pojęcia jak bardzo cię chcę. Ale nie tak. Nie w ten sposób. Ty mi nie ufasz i nie wierzysz, a ja nie wiem co mam zrobić, żeby to zmienić. Jedno jest pewne. Nie chcę nigdy więcej mieć ciebie dlatego, że czujesz, że jesteś mi coś winny... - Naoki mówił spokojnie, powoli, ostrożnie dobierając słowa. Przez cały czas ani razu nie odwrócił się w stronę Sory. W jego głosie było słychać ogromny smutek - Nie mam do ciebie żalu. Sam jestem temu winny. Sam ci to zrobiłem i teraz ponoszę zasłużoną karę. Nie zasługuję na ciebie Sora...
- Nao, ja...
- To wszystko co miałem do powiedzenia. Możesz już iść.
- Nao, proszę Cię...
- Sora, wyjdź. Po prostu zostaw mnie samego...

Pierwszy raz w życiu Sora usłyszał jak Naokiemu łamie się głos. Gdyby go nie znał, byłby pewny, że brunet rozpaczliwie usiłuje powstrzymać... łzy? Nie, to nie możliwe. Nie Naoki.

Sora bez słowa opuścił sypialnię zamykając za sobą drzwi. Zmierzał przez korytarz w stronę pokoju gościnnego, który znajdował się po drugiej stronie mieszkania. W pewnym momencie oparł się o ścianę, bo czuł, że nogi zaczynają odmawiać mu posłuszeństwa. Sora oparł się czołem o zimną, chropowatą powierzchnię i załkał cicho, zasłaniając dłonią usta.

Już nigdy mnie nie dotknie... Nawet tego już nie mogę mieć... Nao... No tak, nigdy ci nie powiedziałem, jak bardzo kocham gdy mnie dotykasz... A teraz jest już za późno...
Już nie jestem twoim Słoneczkiem...




villemo

11 komentarzy:

  1. Taka radosna notka przerodziła się w jeden wielki smutek.


    Ich obu trzebaby potrzasnąć, zeby wreszcie się ogarneli.

    Ale szacunek dla Nao za to, że zerwał ten układ. Mam nadzieję, że spróbuję na nowo przekonać Sore do siebie, chyba że duma mu na to nie pozwoli.

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślę, że póki co Nao ma kompletny chaos w głowie. Pierwszy raz w życiu się zakochał i został odrzucony. Mało tego Sora zwyczajnie mu nie uwierzył.

    No cóż chyba masz rację. Potrząsnę nimi :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie,bo inaczej do tych tępaków nic nie dotrze.

      Usuń
    2. Cóż tak to bywa z zakochanymi tępakami, prawda Sensei? ;)

      Usuń
    3. Nom :-)

      Skarb pamiętał o moich urodzinach <3

      Usuń
  3. Ughh... Sora zachował się jak szmata... gdyby żył w Realu udusiłabym... 😠😠😠😡😡

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. On po prostu jest zbyt zamknięty w sobie. Nie wierzy Naokiemu bo nie wierzy, że jest w nim cokolwiek za co Nao mógłby go pokochać.

      Boi się mu zaufać, bo już wiele razy się zawiódł. Dla niego ta sytuacja też nie jest łatwa.

      Nie sądziłam, że staniesz kiedykolwiek po stronie Nao :D

      Usuń
  4. Hehe no no widzisz, ja też jestem zaskoczona swoim zachowaniem ale Sora mnie zirytował

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sora po prostu nie wierzy w siebie i się boi :-(.

      Ale też mnie drażni, że odrzucił Nao (btw bardzo podoba mi się to imię XD)

      Usuń
    2. To by było za proste gdyby rzucił mu się na szyję i wyszeptał "Ja Ciebie też" :D

      Usuń